Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
ZAMKNIJ X

Giaur - treść lektury - strona 17

Złocą się góry i kaskada grzmiąca,

    Żywiona czystym i świeżym gór śniegiem.

    Tu często kupiec Grek staje noclegiem,

    Znajdując pokój w ustroniu głębokiem

    Pewniej niż w mieście pod swych panów bokiem;

    Tu się nie lęka o całość swej skrzyni;

    W miastach niewolnik, wolny na pustyni.

    Tu wesół spróżnia czaszę pełną wina,

    Którym się brzydzą usta moslemina.

     

    Najpierwszy jedzie Tatar, wódz orszaku,

    Z daleka widny po żółtym kołpaku,

    Opodal konni ciasną jamy szyją

    Po krętej ścieżce na skalę się wiją.

    Nad nimi sterczą w górę czarne szczyty,

    Gdzie sępy ostrzą dzioby o granity

    I lecą na dół; już zwietrzyli łupy;

    Nim zajdzie słońce, będą świeże trupy.

    U spodu rzeka, która w zimie bucha

    Ogromną wodą, a w upały sucha

    Nagie i czarne lono swe odsłania

    I kilka kaskad srebrzystych pochłania.

    Wokoło ścieżki kawały granitu

    Leżą bezładnie, strącone ze szczytu;

    Czas je pospychał albo zbiły gromy.

    Wierzch skały niknie we mgle niewidomy,

    Bo żaden z ludzi czoła Lijakury,

    W pogodę nawet, nie widział bez chmury.

     

    Już w gaj wjechali i po kilku chwilach

    Dojdą wierzchołka; już krzyczą: „Bismlllach! *

    Tu już bezpiecznie, stąd już widać błonie;

    Wkrótce w dół zjedziem, na wiatr puścim konie”.

    Gdy czausz tak mówił — ogień z góry błysnął,

    Nad uchem ołów niewidzialny świsnął,

    Tatar przewodnik wyleciał z kulbaki.

    Ledwie czas mają zatrzymać rumaki,

    Skoczyli z siodeł, janczarki odwiedli,

    Ale trzech spadło pierwej, niźli zsiedli,

    Z rąk niewidzialnych rany odbierają

    I ginąc, darmo o zemstę wołają.

    Dobyli szabel, na rumaków karkach

    Na odwiedzionych wsparli się janczarkach,

    Na pół wciśnieni między końskie boki;

    Inni uciekli pod ścianę opoki

    I tam ręcznego czekają spotkania,

    Nie lubiąc